Menu

Pani Minister

Dublin i okolice. Błahostki i impresje.

On the beach

pani_minister

To był długi, długi miesiąc. Ale oto nadszedł jego koniec, a ja nie potrafię wymyślić już żadnej rzeczy, która czekałaby w kolejce do zrobienia. Wraz z nowym rokiem, bez podejmowania postanowień najróżniejszych, zaczęliśmy nagle ogarniać przestrzeń życiową dookoła. Planować, sprzątać, przemeblowywać. Maużonek w końcu sprawił sobie serwer, na który zaczajał się od pół roku. Umeblowaliśmy chałupę półkami, których nie udawało nam się kupić od miesięcy - i w końcu można się w domu poruszać nie-slalomem. Powyrzucaliśmy ciuchy, papiery, pudła nie-wiadomo-czego. Ja rzutem na taśmę zapisałam się z końcem miesiąca na studia, tydzień pisałam list motywacyjny (wyniki rekrutacji niestety dopiero w lipcu). Nawet choinkę udało się nam wyrzucić, choć broniła się twardo (maużonkowe rany do tej pory trzeba opatrywać). Na podłodze leży wielki chodnik z owcy, bo nie pamiętam od kiedy chciałam mieć miejsce do leżenia z książką poziom niżej. Nawet poduszkę ortopedyczną w końcu przytargałam, żeby mnie już w starym krzyżu nie łupało. Na zakupy jeździmy z listą (na razie zapominamy jeszcze wielorazowych płóciennych toreb, ale pracujemy nad jakąś mnemotechniką: Czy wtorek, czy piątek, czy święta - o torbie wieśniaku pamiętaj. Czy jakoś tak. Haftem krzyżykowym i gustowną szwabachą nad kuchenką).

W pracy to samo. Ogarnięte, poukładane, zaplanowane.

Nigdy tak nie miałam.

Dziwnie.

Ale czuję się aktualnie tak: :D

alicante

I został już tylko miesiąc do małej wycieczki do Zakopanego. Nigdy mnie tam nie ciągnęło, ale zostałam przekupiona obietnicą połowy świniaka i wielokrotnych wizyt w spa :)

Mother Goose >

< Old Surehand

© Pani Minister
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci