Menu

Pani Minister

Dublin i okolice. Błahostki i impresje.

Lost highway

pani_minister
Nadejszła była sobota, a nam jakoś nie kwapiło się do tradycyjnych zakupów i po zerwaniu się bladym świtem (w okolicach pierwszej po południu) postanowiliśmy pojechać, gdzie nas poniesie. Zwykle niesie nas na południe od Dublina, bo tam i górki ładne, i morze się znajdzie, i bezdroży malowniczych kupa... Gubienie się tam to sama przyjemność. Stanęło na górach Wicklow więc, po raz kolejny.

Małe tankowanie dla autka, tankowanie śniadaniowe w postaci kanapki (maużonek) i połowy batonika bounty i powerade'a (ja) - i pojechaliśmy.

Zgubiliśmy się bardzo szybko, co było do przewidzenia, bo na tym polega cały urok podobnych wypraw - zagubić się jak najszybciej i na jak najdłużej, zanim się droga znajdzie i zanim ktoś po mapę sięgnie. Skręcać w najdziwniejsze dróżki, im bardziej niedostępne, tym lepiej (bez przesady jednakowoż, bo podwozie autka do najwyższych nie należy).

Pojeździliśmy po bezdrożach Wicklow, podziwiając widoki, doliny, górki i zatrzymując się co czas jakiś.

Wyciągnęliśmy mapę w końcu, pokazała nam, że w okolicy mamy megalityczny grobowiec podobno. Poczuliśmy się jedno z drugim jak następne wcielenie Indiany Jonesa i oczywiście postanowiliśmy grobowiec odnaleźć (nota krajoznawcza: większość grobowców, menhirów i dolmenów w Irlandii znajduje się na prywatnych gruntach, pół biedy jeśli na środku łąki lub pola, a nie obudowane stodołą). Rozpoczęliśmy poszukiwania. W samych ich środku spadł oczywiście irlandzki deszcz, który po irlandzku przeczekaliśmy pod drzewkiem (a głóg jakiś wbijał się bezczelnie w co bardziej odsłonięte części ciała), po to, żeby po kwadransie cieszyć się znów słońcem. Wreszcie znaleźliśmy (?), co mieliśmy znaleźć. Znak zapytania wziął się z faktu, iż na miejscu przypuszczalnego megalitycznego grobowca natknęliśmy się na pagórek z owalnym wgłębieniem... w sumie wyglądający nobliwie. Ale nie na tyle, żeby nie obudził w nas podejrzeń o pozostawanie zwykłym żwirowiskiem, z którego ktoś wykopał parę ton materiału do budowy chlewika czy innej szopy... Na dwoje babka wróżyła. Zrobiliśmy parę zdjęć i pojechaliśmy gubić się dalej.

Niebawem przyszło nam znów po mapę sięgnąć, albowiem rozlegające się po samochodzie burczenie pustych trzewi coraz trudniej było ignorować (pół bounty trudno jednak nazwać pełnowartościowym posiłkiem…). Najbliższym przedstawicielem cywilizacji było Roundwood - skręciliśmy, zatrzymaliśmy się na Main Street (każde szanujące się miasteczko posiada wszak Main Street ze sklepami i Church Road z - jakżeby inaczej - kościołem). Wśród czterech take-away'ów zlokalizowaliśmy tego najbardziej obleganego przez lokalnych, zamówiliśmy paszę, wyjechaliśmy znów w górki.

Ćwierćfunciaka z serem zjadłam patrząc na dolinę jezior Lough Tay i Lough Dan. Chmury płynęły, ptaki śpiewały, słońce przyświecało, a ja czułam, jak wszelkie stresy odpływają w niebyt. Coś pięknego.

Maużonkowi w ogóle w aucie się przysnęło, na w pełni rozłożonym fotelu, kiedy ja poszłam kilka fotek zrobić. I wcale nie chodzi o to, że tak długo mnie nie było.

Potem pozostało nam powrócić do Dublina, jadąc przez księżycowy krajobraz Sally Gap. Kilkanaście kilometrów za miastem zaczyna się bowiem pustkowie, na którym ani drzewa, ani domu, ani stacji benzynowej nie znajdziesz, z kilkoma drogami na krzyż, które zamykane są zimą i przy kiepskiej pogodzie (i na których to dróg remonty coraz mniej państwo irlandzkie wydaje, albowiem trzy razy szybciej można górki, pustkowie i te zapuszczone ścieżki ominąć wychuchanymi autostradami). Gdzie nie spojrzeć - otacza człowieka pusta przestrzeń, obłoki nad głową tworzą najdziwniejsze kształty, góra lub dwie majaczą gdzieś na horyzoncie - ogólnie rzecz biorąc wypływamy na tego, no... przestwora oceanu. Pełna melancholia i pierwszy krok do depresji. Jedno z moich ulubionych miejsc w Irlandii :D

High school musical >

< The system has recovered from a serious error

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [m] *.cybercom.ie

    pieknie...masz/macie talent...a co to za muzyka?

  • pani_minister

    Muzyka to Fever Ray, "Keep the streets empty for me", słucham tej płytki w kółko od czasu, jak się niedawno natknęłam. I dzięki za komplement, to głównie ja jestem taka zdolna, maużonek odpowiada tylko za zrobienie zdjęcia mojej skromnej osobie skaczącej przez płot :D

  • frozen_soul

    pani kochana, cudne!! juz drugi raz ogladam.

  • kaszmona

    Łza sentymentalnie się w oku zakręciła, ma Irlandia w sobie magię...Karin Dreijer też uwielbiam. Chmury kapitalne, no i jeżdżenie po lewej stronie, wow! Ogólnie film super!
    Pozdrawiam
    Gocha

© Pani Minister
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci